Licho wie co

sobota, 04 lutego 2012

Odwo輳 Lulu do kole瘸nki, kt鏎a mieszka w dzielnicy, gdzie uk豉d ulic jest przedziwny, a ich nazwy jeszcze dziwniejsze. Sprawdzi豉m na planie miasta mniej wi璚ej, jak tam trafi. Na miejscu okaza這 si, 瞠 jednak mniej ni wi璚ej. B陰dzimy autem po uliczkach zasypanych 郾iegiem. Pytam przechodz帷 kobietk:

- Przepraszam, gdzie jest ulica S這necznikowa?

- Obawiam sie, 瞠 nie wiem... ale tam dalej jest ulica Rzepakowa, wi璚 mo瞠 gdzie w pobli簑?

- S康zi pani, 瞠 u這篡li ro郵iny oleiste obok? Mo瞠 to jest klucz!

Pud這! Za Rzepakow by豉 K彗olowa, a potem 砰tnia. Je寮zimy. Szukamy. Pytamy. Nic.

- B璠ziemy je寮zi tak do 鄉ierci - zauwa瘸m z wrodzonym optymizmem.

- Wcze郾iej nam benzyny zabraknie - kwituje Lulu z wrodzonym realizmem.

- Masz racj c鏎eczko. O, to ju nied逝go.

W tym momencie dostrzegam listonosza.

- Lulu, jeste鄉y uratowane!

- A co? Spodziewasz si listu z planem?

- Kochana, listonosz ma plan w ma造m paluszku.

Goni listonosza autem i rado郾ie krzycz:

- Dzie dobry! Szuka豉m pana!

Wida, 瞠 jest nieco sp這szony, ale m篹nie odpowiada:

- Dzie dobry...

- Pan wie, wi璚 prosz mi powiedzie, gdzie jest ulica S這necznikowa?

- Jaki numer?

- Numer sobie sama znajd. Prosz powiedzie, gdzie jest ulica?

- Numer!

- 13.

- Aaa, Nowakowie!

Wyt逝maczy. Popia豉m z zachwytu nad jego pami璚i. Podzi瘯owa豉m. Pojecha造鄉y.

Lulu zniesmaczona:

- Mamo, dlaczego tak zachwyca豉 si jego pami璚i i orientacj i w og鏊e!

- Bo to by m篹czyzna. Pom鏬 nam. M篹czyzn trzeba chwali, bo inaczej nie dzia豉j poprawnie.

- Tat te tak traktujesz?

- No prosz ci! Tata jest bardzo inteligentny. On nie nabiera si na takie p豉skie zagrania!

W my郵ach doda豉m: Na tat mam inne skuteczne sposoby;)

鈔oda, 18 stycznia 2012

Spotka豉m dawno niewidzianego koleg, kt鏎y zada mi jak瞠 pojemne pytanie:

- Co s造cha?

Odpowiedzia豉m tak, jak na to zas逝giwa這, aczkolwiek zgodnie z prawd:

- M捫 mnie zostawi.

Szeroki u鄉iech zago軼i na jego twarzy, ale zada jeszcze pytanie kontrolne:

- Dawno? To znaczy rozpaczasz jeszcze, czy ju mo積a do Ciebie startowa?

- Na tydzie.

U鄉iech gdzie znikn掖, a kolega wyzna:

- Wiesz, nigdy ci zreszt nie lubi貫m.

****

Centrum handlowe. Wsiadam do auta. Podchodzi do mnie akwizytor wycieraczek i pr鏏uje wcisn望 mi sw鎩 znakomity towar. Poniewa nie lubi akwizytor闚, zadaj mu pytanie:

- Czy ja wygl康am na osob, kt鏎a wie, po co s wycieraczki?

Przyjrza si mi uwa積ie, po czym zdecydowanie przyzna:

- Nie.

I poszed.

czwartek, 11 sierpnia 2011

Pr鏏uj wywie潭 siebie i dzieci z miasta, kt鏎ego nie znam. Nie chce mi si odpala GPS-a, wi璚 jad na czuja. Niestety, czuj mnie zawi鏚. Zatrzyma豉m si i zaczepi豉m przechodz帷ego m篹czyzn:

- Przepraszam pana, jak wyjecha w stron X? Niech pan chocia machnie r瘯, w kt鏎ym to kierunku.

- Pojedzie pani... - i tu pan zacz掖 t逝maczy i t逝maczy, po czym zako鎍zy - ...a potem b璠 ju drogowskazy.

- To znaczy, 瞠 wcze郾iej ich nie b璠zie?!

- Ale przecie i tak du穎 pani powiedzia貫m.

- Ale ja nie zapami皻a豉m!

- No dobrze, to powiem jeszcze raz... - i znowu pan t逝maczy i t逝maczy...

- Powt鏎zy pan jeszcze raz? Bo to strasznie skomplikowane.

- Przecie ma pani jecha albo prosto, albo skr璚a w prawo.

- To ja powt鏎z, a pan mnie ewentualnie skoryguje, dobrze?

Powiedzia豉m, co zapami皻a豉m, a pan na to:

- No, mniej wi璚ej tak.

- To mniej czy wi璚ej?

Pan spojrza na mnie takim wzrokiem, 瞠 poczu豉m imperatyw wewn皻rzny, by zapewni pana:

- Tak, auto umiem prowadzi! Sama tu wjecha豉m, to i sama wyjad!

Podzi瘯owa豉m i odjecha豉m. Lulu zapyta豉:

- Mamo, czy ty to robisz specjalnie? Czasami zachowujesz si jak typowa blondynka.

- Lulu, ja jestem blondynk... podobnie zreszt jak ty.

- Ja mam dusz brunetki!

czwartek, 21 lipca 2011

Jad autem z Lulu. Skr璚am na plac, gdzie s miejsca parkingowe. Parkuj i widz zbli瘸j帷ego si do auta stra積ika miejskiego, kt鏎y odzywa si do mnie w te s這wa:

- Pani tu nie mog豉 wjecha.

- Ale jak nie mog豉m, skoro wjecha豉m?!

- No w豉郾ie, nie mog豉 pani wjecha, a jednak wjecha豉.

Rozmowa jako 篡wo przypomina dialog "miejscowego idioty z tutejsz kretynk". Pr鏏uj odnale潭 jak捷 logik:

- Dlaczego nie mog豉m wjecha?

- Bo jest zakaz wjazdu!

- Tak?? O rety, to jak ja tu wjecha豉m?

- No w豉郾ie, jak pani tu wjecha豉? - pyta, a przecie widzia.

Teraz ja widz, 瞠 on si璕a po bloczek druk闚 mandatowych, ale niezra穎na pokazuj mu:

- O t璠y wjecha豉m.

- Widzia貫m! Ale t璠y nie wolno by這 pani wjecha, bo jest zakaz.

Rozum, logiczne my郵enie i resztki inteligencji opu軼i造 mnie ze dwa zdania temu, wi璚 pytam go:

- Ale to co? To znaczy, 瞠 ja tego znaku nie widzia豉m?

- Widocznie pani nie widzia豉.

- Ale jak nie widzia豉m, kiedy ja zawsze wszystko widz!

- A tym razem pani nie widzia豉.

Chcia豉m ci庵n望 w徠ek o moim znakomitym wzroku, ale stwierdzi豉m, 瞠 si豉 stoi za nim. O tam, zaraz si豉 - bloczek, kt鏎y trzyma w r瘯u. Nagle mnie ol郾i這:

- Ale jak znak stoi?! Nigdy nie by這 tu znaku zakazu!

- Ale teraz jest i pani go z豉ma豉!

- Ale jak z豉ma豉m, skoro go nie widzia豉m.

Podda si. Stwierdzi, z idiotk si nie dogada. Mandatu nawet nie pr鏏owa wypisywa. Pewnie obawia si, 瞠 tu dopiero wzbi豉bym si na wy篡ny swego skretynienia. Po瞠gna mnie:

- I niech pani uwa積iej przygl康a si znakom.

- Ja zawsze uwa積ie przygl康am si znakom.

Gdy odejcha造鄉y, Lulu zapyta豉:

- Mamo, co by這?

- C鏎ka, nie wiem. Chyba rozum mnie opu軼i.

- Tak to w豉郾ie wygl康a這.

By豉m na siebie w軼iek豉. Gdybym udawa豉, by豉bym duma, 瞠 uda這 mi si omota pana koncertowo. Ale ja nie gra豉m, ja by豉m s這dk... chyba nawet nie s這dk... idiotk!

Opowiedzia豉m to Kajowi, kt鏎y skwitowa:

- Twierdzisz, 瞠 ciebie spotykaj zawsze dziwne historie. Kaja, sp鎩rz prawdzie w oczy - to ty je prowokujesz.

Pocieszyciel si znalaz, psia krew!